Kiedy pewnego letniego popołudnia całe stworzenie zażywało błogiej sjesty, zięba podniosła nagle dziób i rzuciła w ciszę pytanie: co to jest właściwie życie?
Na taką mowę zapanowała wkoło jeszcze większa cisza. Dopiero po jakimś czasie zaczęły dochodzić nieśmiałe głosy. Pierwsza odezwała się róża, otwierająca akurat ostrożnie swój pierwszy pączek: życie jest rozwojem. Motyl kołysząc się na trawie, powiedział mimochodem: życie jest radością i promieniem słońca. Na dole przystanęła zmęczona mrówka, taszcząca słomę trzy razy dłuższą niż ona sama. Sapiąc ciężko, wykrztusiła: życie jest niczym innym, jak tylko trudem i pracą.
I pewno wśród dyskutantów powstałaby wielka kłótnia, gdyby w tym momencie nie przeszedł drobny deszcz, który zauważył a propos: życie składa się z łez, tylko z łez… po deszczu wzbił się w górę orzeł, zataczając majestatycznie swoje kręgi. Życie jest wzbijaniem się w górę – krzyknął z wysoka.
Potem przyszła noc z odpowiedzią: życie jest ciemnością i błądzeniem. Gdy minęła noc, zjawiła się jutrzenka, która oświadczyła uroczystym tonem: jak ja – jutrzenka – jestem początkiem nadchodzącego dnia, tak życie jest nadejściem wieczności.